Jutro już XVII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W związku z tym pojawiają się tu i ówdzie wzmianki na ten temat. Otóż w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” [nr 8 (82130)], znalazłem informacje na temat „artystów” żądających za występy podczas tegorocznego Finału grubych pieniędzy. Hmm… w ogóle żądających pieniędzy.
Jak czytamy we wspomnianym artykule:
„Mr. Zoob zażądał 9 tyś. zł,De Mono – 22, a Szymon Wydra zaśpiewał aż 30 tysięcy”. Autor wspomina też o wynagrodzeniu dla „lokalnych” kapel, co jeszcze bardziej mnie dziwi.
Oczywiście wielu artystów, zagra również za darmo (lub za zwrot kosztów podróży) i chwała im za to! Oni widocznie zrozumieli o co chodzi w WOŚP a pokazują to rezygnując z wynagrodzenia za występy.
Wróćmy jednak do tych, którzy nie są skłonni do poświęceń.
Gdy o tym przeczytałem, pomyślałem sobie: najzwyklejsze skurwysyństwo!
Co do Wydry przyszła mi osobna myśl, choć może nieco złośliwa: jak łatwo można zapomnieć, że jeszcze niedawno było się zupełnie nikim.
Kilka godzin później widziałem w telewizji Jurka Owsiaka, który przy okazji zapowiedzi Finału odniósł się także do sprawy wynagrodzeń za orkiestrowe występy. Mówił, że w dniu jutrzejszym artyści powinni grać za zwrot kosztów podróży, w przeciwnym razie zespołom kasującym „dziękujemy za granie”.
Nic jednak nie przebije dosadnego komentarza Zbyszka Hołdysa, który można przeczytać na stronie Fundacji WOŚP:
„Jeżeli jakiś artysta bierze wynagrodzenie za występ na WOŚP, to jest zdemoralizowanym chujem niewartym podania ręki. Możesz to przekazać Reutersowi jako moje oficjalne stanowisko.
Zbyszek Hołdys”
Nic dodać, nic ująć.
Niech Orkiestra gra! „Do końca świata i o jeden dzień dłużej!”