Jutro „Sylwester”. Ostatni dzień roku.
Schlana tłuszcza będzie świętować, cieszyć się i radować. Będzie pewnie wszystko, poza rozsądną refleksją nad odchodzącym i nowym. Radość będzie, i szampan i fajerwerki.
No OK. Tylko z czego ta radość?! Skąd ta euforia?! Czy to z powodu tego, że kończy się rok? Może dlatego, że się zaczyna? Nowe idzie i wiążemy z tym tak wiele nadziei? A może dlatego, że będziemy mieć o kolejny rok więcej (czyt. będziemy starsi)?
Coby nie wymyślić to i tak mi nie pasuje… Pomyślałem, że zapytam o to zamieszanie pana google’a. Oto co mówi (za pośrednictwem Żaka) :
Tradycja świętowania nocy sylwestrowej pochodzi z 999 roku. 31 grudnia miał być dniem, w którym nastąpi koniec świata. Tak głosiła wcześniejsza przepowiednia Sybilli, w mitologii greckiej wieszczki przepowiadającej przyszłość. Gdy mimo obaw nic się nie zmieniło, Europejczyków ogarnęła euforia. Papież Sylwester II udzielił wówczas błogosławieństwa „urbi et orbi” (miastu i światu). Dziś nocy z 31 grudnia na 1 stycznia również towarzyszą emocje, ale jest to czas zabawy i radosnego powitania nowego roku, z którym wiąże się mnóstwo oczekiwań, a przede wszystkim postanowień.
W porządku. W tym 999 roku to może i mieli powód do świętowania – myśleli, że uniknęli zagłady (czy coś), ale my? Teraz?
Hmm. Wiele hałasu o nic. Ot, kolejna okazja do wypicia. Można puścić hamulce i jazda!
Znam
drogi wiodące do dna
mosty rzucone na wiatr
światło walczące o blask
kształty bez formy i żal*


Miłego Sylwestra życzę!
*fragment tekstu piosenki Ostrość na Nieskończoność grupy Coma
-rzygające foto: steveklotz.com
-grafika z Papieżem Sylwestrem I: portalwiedzy.onet.pl