Tradycyjnie: nie zdążyły jeszcze dopalić się znicze po Wszystkich Świętych, a pojawiły się bożonarodzeniowe „akcenty”. Ludzie zaczęli wchodzić w świąteczny nastrój, zaczynając od przejrzenia ulotek z choinkami i „czerwononosymi” pajacami, informującymi co trzeba koniecznie kupić na upragniony prezent i dlaczego tak tanio…
Tradycyjnie: ktoś jeszcze pamięta po co i dlaczego? Problem polega na tym, że właściwie każde święto zostało zamienione w orgiastyczny szał zakupów (no, poza tymi kiedy odgórnie zabroniono otwierać supermarkety).
Tradycyjnie: wszyscy będą szalenie kupować, bezlitośnie żreć, chlać i trawić. Po chucznym świętowaniu wrócą pokornie do swoich stałych (jakże często nielubianych!) zajęć. Święta, święta i po świętach… Rzygnięcie… Tradycyjnie.