SIDEBAR
»
S
I
D
E
B
A
R
«
Ptasiek
sty 23rd, 2009 by martinez

W świetle prawdziwego znaczenia wszystko, co ważne, staje się trywialne, tak jak całe życie wydaje się niczym wobec śmierci.

(„Ptasiek”) William Wharton

„Kasują za Orkiestrę”
sty 10th, 2009 by martinez

Jutro już XVII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W związku z tym pojawiają się tu i ówdzie wzmianki na ten temat. Otóż w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” [nr 8 (82130)], znalazłem informacje na temat „artystów” żądających za występy podczas tegorocznego Finału grubych pieniędzy. Hmm… w ogóle żądających pieniędzy.
Jak czytamy we wspomnianym artykule:
„Mr. Zoob zażądał 9 tyś. zł,De Mono – 22, a Szymon Wydra zaśpiewał aż 30 tysięcy”. Autor wspomina też o wynagrodzeniu dla „lokalnych” kapel, co jeszcze bardziej mnie dziwi.
Oczywiście wielu artystów, zagra również za darmo (lub za zwrot kosztów podróży) i chwała im za to!  Oni widocznie zrozumieli o co chodzi w WOŚP a pokazują to rezygnując z wynagrodzenia za występy.

Wróćmy jednak do tych, którzy nie są skłonni do poświęceń.

Gdy o tym przeczytałem, pomyślałem sobie: najzwyklejsze skurwysyństwo!

Co do Wydry przyszła mi osobna myśl, choć może nieco złośliwa: jak łatwo można zapomnieć, że jeszcze niedawno było się zupełnie nikim.

Kilka godzin później widziałem w telewizji Jurka Owsiaka, który przy okazji zapowiedzi Finału odniósł się także do sprawy wynagrodzeń za orkiestrowe występy. Mówił, że w dniu jutrzejszym artyści powinni grać za zwrot kosztów podróży, w przeciwnym razie zespołom kasującym „dziękujemy za granie”.
Nic jednak nie przebije dosadnego komentarza Zbyszka Hołdysa, który można przeczytać na stronie Fundacji WOŚP:

„Jeżeli jakiś artysta bierze wynagrodzenie za występ na WOŚP, to jest zdemoralizowanym chujem niewartym podania ręki. Możesz to przekazać Reutersowi jako moje oficjalne stanowisko.

Zbyszek Hołdys”

Nic dodać, nic ująć. :)

Niech Orkiestra gra! „Do końca świata i o jeden dzień dłużej!”

Wharton
sty 9th, 2009 by martinez

Wspomniałem ostatnio o Williamie Whartonie. Bardzo lubiłem (lubię?) jego książki. Wygrzebałem z mrocznych czeluści dwie jego powieści, których jestem szczęśliwym posiadaczem. Jedna to „Tato”, druga „Al”. Przypomnieć je sobie chciałem.

Jakiś czas temu pisałem, że aby zostać na prawdę docenionym artystą, trzeba być… martwym artystą.

Przed chwilką doznałem szoku, gdyż szperając w internetowym śmietniku natknąłem się na informację, że Wharton nie żyje! Zmarł w październiku ubiegłego roku – dokładnie 29 października… Niby nic dziwnego bo był już człowiekiem sędziwym, ale i tak powyższa informacja wprawiła mnie w niemałe osłupienie. Przecież niedawno przypomniałem sobie o nim, jakby przeczuwając…

Tak się złożyło, że pisarz ten był w Polsce wyjątkowo doceniany. Ciekawe jak będzie z tym docenianiem teraz, gdy go nie ma już wśród nas…

„William Wharton, właściwie Albert William du Aime (ur. 7 listopada 1925 w Filadelfii, zm. 29 października 2008 w Encinitas) – amerykański psycholog, malarz i pisarz, laureat National Book Award (1980) za pierwszą powieść Ptasiek.

Tworzył powieści obyczajowo-psychologiczne, których bohaterem jest zawsze alter ego pisarza. Przekazywał w nich filozofię życiową, w której najważniejsze jest głębokie i świadome przeżywanie swego życia, wykorzystywanie posiadanych przez siebie talentów i możliwości, a także kultywowanie wartości rodzinnych. Szczególny jej wyraz można odnaleźć w powieści Tam, gdzie spotykają się wszystkie światy.”

źródło: pl.wikipedia.org

Ciekawe, że do dziś nie wiedziałem o jego odejściu. Gdyby medialny szum podniesiony został z siłą typową dla tego rodzaju okazji, za pewne bym to zauważył. Zdaje się, że jednak śmierć Whartona przeszła bez większego echa… lub zwyczajnie nie zauważyłem notatek w prasie i informacji w innych media.

A może po prostu uznano, że Wharton jednak wielkim pisarzem nie  był. I malarzem też nie…

Niech spoczywa w pokoju…

»  Substance:WordPress   »  Style:Ahren Ahimsa