W zasadzie gracz ze mnie żaden. Jeśli chodzi o nowe gry, to właściwie zupełnie nie byłoby ze mną o czym rozmawiać. Moim ulubionym tytułem – jeśli można tak powiedzieć – jest DOOM (tak, ta leciwa strzelanka). W porządku jest też np. Heretic czy Eat This – takie właśnie lubię gry. Nie oczekuję bynajmniej, że odpalając jakiegoś tam HL 15, ujrzę grafikę tak odzwierciedlającą rzeczywistość, że trudno będzie mi odróżnić… Czasem przychodzi mi do głowy, że rynek nowoczesnych, wypieszczonych graficznie (i nie tylko) gier istnieje po to, aby napędzać sprzedaż co raz to nowszego i bardziej wymyślnego harware’u. W każdym razie ja tam wolę, żeby gra pozostawiała kilka spraw dla naszej wyobraźni – tak jest chyba lepiej i mądrzej.
Do rzeczy. Otóż znalazłem niesamowitą gierkę. Retro w całym tego słowa znaczeniu! Mam wielką nadzieję, że znajdę wiele więcej tego typu „ciekawostek”. Gra nazywa się Alex the Alleegator 4 i ma niezbyt skomplikowaną, ale mrożącą krew w żyłach fabułę: Źli ludzie latający śmigłowcem porywają lubą Alexa, Lolę. Nasz bohater musi oczywiście odnaleźć ukochaną, spotykając po drodze wiele straszliwych niebezpieczeństw.
Na kolana każe paść muzyka (też retro, a jak – tzn. jak w starych dobrych grach) i kolorystyka. Genialny pomysł. Mam nadzieję, że będą kolejne odsłony, a Was zachęcam do zapoznania się z Alexem i jego perypetiami.
Poniżej kilka zrzutów ekranu. Podziwiajcie
:

Zawiązanie akcji: Alex rozmawia z Lolą

Źli ludzie porywają Lolę.

Właściwy początek rozgrywki.

Nasz bohater wtruszył na poszukiwania.
Ja znalazłem Alexa oczywiście wśród paczek Debiana i na nim grę uruchomiłem, ale widziałem na stronie projektu także wersję dla Windows.