SIDEBAR
»
S
I
D
E
B
A
R
«
„Wspieranie” Linuksa
lip 26th, 2008 by martinez

…a miałem się nie denerwować głupotami, a tu proszę. Przeczytałem wczoraj następującą wiadomość:

Producent płyt głównych „wspiera” Linuksa

BIOS z płyty głównych firmy FOXCONN celowo źle działa pod Linuksem.

Jeśli przymierzacie się do kupna płyty głównej tej firmy, proponuję przeczytać najpierw podlinkowany artykuł.
Autor zdisassemblował to, co było w BIOSie i sprawdził jak działa. BIOS sprawdza jakiego systemu operacyjnego używamy.
Jeśli jest to Linux, próbuje doprowadzić do jego zawieszenia.

Więcej informacji: http://ubuntu-virginia.ub…ad.php?t=869249

źródło: OSnews.pl

Ja nie jestem w stanie ocenić na ile ta wiadomość jest prawdziwa etc., ale jeżeli takie są fakty, to jestem wstrząśnięty. Poza tym firma ta powinna za takie działanie ponieść olbrzymie konsekwencje (począwszy od finansowych).

Przy okazji nasuwa jednak proste pytanie: „dlaczego?” Jakoś nie wydaje mi się, aby FOXCONN po prostu nie lubił Linuksa. Nie jestem zwolennikiem dziwacznych spiskowych teorii, ale nie sądzę, aby firma ta działa sama, np. z czystej sympatii dla Microsoftu; bo lubi „winde” i już… Może ktoś jej w tym pomagał.

Moim zdaniem na prawdę warto przyjrzeć się sprawie bliżej. Nie przypominam sobie, aby podobne przypadki pojawiały się wcześniej, ale uświadomiłem sobie, że mogło ich być całkiem sporo. To przecież możliwe.

W każdym razie gdyby rewelacje z niusa okazały się prawdą, nie może  się obejść bez poważnych konsekwencji… I tyle.

…a jak będzie?

Newsletter
lip 25th, 2008 by martinez

Przeczytałem w niedzielnym newsletterze serwisu linux.pl, następującą wiadomość:

Statystyki, statystyki…

Ciekawe statystyki zaserwowała nam ostatnio mało znana firma Pingdom AG – zbadała ona dostępność trzech serwerów udostępniających aktualizacje dla Apple, Microsoftu i Ubuntu. Teoretycznie wszystko jest przeprowadzone prawidłowo – uruchamiamy oprogramowania sprawdzające co pięć minut dostępność trzech serwerów, a po trzech miesiącach publikujemy wynik w sieci i… zgarniamy kasę. No właśnie – firma, która przeprowadziła badanie wykonała to za pomocą swojego własnego oprogramowania, które dzięki chwytliwym wynikom znalazło w kilka dni darmową reklamę na całym świecie. Nikt nie wziął również pod uwagę takich „szczegółów” jak to, że serwer archive.ubuntu.com ma mirrory dla każdego kraju (był badany tylko główny serwer), udostępnia w odróżnieniu od innych badanych nie tylko aktualizacje ale również całą dystrybucję, a dodatkowo w kwietniu miała miejsce premiera nowej wersji systemu. Dzięki tak prostemu badaniu Pingdom zyskał popularność, która z pewnością przełoży się na wysoką sprzedaż swojego produktu, zaś popularne serwisy mogą udostępnić nową pożywkę dla kolejnych flamewarów.

Skoro poruszany jest temat statystyk, warto wspomnieć o tych przedstawionych przez firmę Microsoft na Microsoft Worldwide Partner Conference 2008 – dotyczą one ilości znalezionych błędów w systemach. Zwyczajowo ilość przełożyła się na jakość i skoro dla Visty ukazało się najmniej opublikowanych luk werdykt musiał być jeden: Vista jest bardziej bezpiecznym systemem od Mac OS X, Linuksa i ogólnie Open Source (??). Dzięki otwartości kodu Wolnego Oprogramowania i pracy tysięcy programistów mamy to „nieszczęście”, że praktycznie codziennie są łatane nawet najmniejsze luki, które mogą potencjalnie – często po spełnieniu całego szeregu zależności – zagrozić bezpieczeństwu naszego systemu. Czy zasadne jest zatem stwierdzenie, że skoro wykrywanych jest dużo luk to system jest mniej bezpieczny? Warto by było przeprowadzić inne badania – jak wpływa liczba wykrywanych (i przecież łatanych) luk na rzeczywistą ilość włamań i infekcji systemów. W takim przypadku pojawia się inny argument – „to nie wina systemu lecz zainstalowanych aplikacji innych firm”. Owszem, to prawda. Kto jednak używa „gołej” Visty, czy Linuksa? W przypadku Linuksa i jego luk liczone są również znalezione błędy w takim oprogramowaniu jak Apache czy GIMP – ciężko bowiem uznać co jest samym Linuksem (w rozumieniu działającego systemu) skoro dystrybucje udostępniają przy inastalacji gigabajty aplikacji. Na koniec nieco bardziej realna statystyka, która ma świadczyć o świadomości użytkowników – jedynie 59.1% internautów na świecie korzysta z najnowszych i najbezpieczniejszych wersji przeglądarek. Najbardziej o aktualizację swojej przeglądarki dbają użytkownicy Firefoksa (83.3% użytkowników posiada najbardziej aktualną wersję aplikacji). Na drugim miejscu uplasowali się zwolennicy Safari (65.3%), na trzecim użytkownicy Opery (56.1%). Ostatnie miejsce w zestawieniu przypadło internautom korzystającym z Internet Explorera (47.6%).

Pobieranie aktualizacji wybranych przeglądarek wśród internautów

(dane zebrane przez wyszukiwarkę Google, czerwiec 2008)

Udział najnowszych wersji przeglądarek
Źródło: Ranking.pl

Źródła: – Ars TechnicaPingdomRanking.pl

Powiedzcie jak tu się nie denerwować? Szczególnie kiedy w niedzielny poranek można przeczytać taki stek bzdur… Jakich bzdur? Do rzeczy. Jeśli chodzi o pierwszą część „niusa” i poczynania firmy Pingdom AG, to redaktor odpowiednio to podsumował

Dzięki tak prostemu badaniu Pingdom zyskał popularność, która z pewnością przełoży się na wysoką sprzedaż swojego produktu, zaś popularne serwisy mogą udostępnić nową pożywkę dla kolejnych flamewarów.

Komentarz raczej zbędny. Dodam tylko, że podziwiam pomysłowość tej firmy (Pingdom AG). W zasadzie nie zrobiła nic szczególnego a zarobek pewnie będzie wielki.

Osobiście używam Debiana. Aktualizuję prawie codziennie przez internet. Korzystam z fińskiego serwera (bo mam taki kaprys i już! ;) ). Przez ok. 4 lata może 2 razy był niedostępny (oczywiście nie przez cały dzień!). Myślę, że nawet jakby był niedostępny 2 dni, to również raczej nic wielkiego by się nie stało… Sądzę, że podobnie jest w przypadku serwerów Ubuntu. Statystyki z powyższego newsa, na pewno zapewniły firmie na P. spory zysk i darmową reklamę (przede wszystkim) na stronach Microsoftu.

Kolejna perełka jaka wyłania się z tej wiadomości, brzmi (uwaga!!!):

Vista jest bardziej bezpiecznym systemem od Mac OS X, Linuksa i ogólnie Open Source (??)

Tylko paść na kolana i płakać lub… śmiać się (?). Sam nie wiem. Nawet nie chce mi się nad podobnymi głupotami rozpisywać. Dodam tylko tyle: jeżeli system Microsoftu jest tak bardzo bezpieczny (najbezpieczniejszy), to proponuję mały test:

Weźmy dwa komputery. Na jednym zainstalujmy system z MS, na drugim Linuksa, BSD czy coś podobnego. Nie instalujmy na żadnym z komputerów oprogramowania antywirusowego, ale podłączmy obie maszyny do internetu. Następnie posadźmy przy każdej użytkownika i pozwólmy mu poserwować 15 – 30min. po sieci.

Ciekawi jesteście jaki będzie wynik testu? Sprawdźcie sami!. :)

Ostatnia część „niusa” dotycząca aktualności przeglądarek internetowych, nie wymaga specjalnego komentarza. Można odnieść wrażenie, że użytkownicy Firefoxa są bardziej skłonni dbać o swoje bezpieczeństwo w sieci czy zwyczajnie o aktualizację oprogramowania. Nawet samo używanie alternatywnej przeglądarki w wielu przypadkach może świadczyć o tym, że internauta używa komputera z większą świadomością niż ten, który używa przeglądarki, którą dostarczono mu z systemem operacyjnym (szczególnie mam na myśli systemy z MS).

…pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie za często będę skazany na denerwowanie się podobnymi wiadomościami. Czego Wam i sobie życzę. :)

Zaczynając od Ryśka…
lip 19th, 2008 by martinez

Znowu coś mi się kołacze po głowie i nie za bardzo wiem jak to ubrać w słowa… Spróbuję po kolei…

Po pierwsze Rysiek Riedel. Czepił się mnie i nie chce odejść. Nie wiem nawet dlaczego.

Jeden z najlepszych polskich (pewnie nie tylko) wokalistów. Wg mnie jedyny, który mógłby zaśpiewać na równi (a może i lepiej), z Czesławem Niemenem.

Świetny tekściarz (może nawet poeta) – w pisaniu pomagało mu „samo życie”. Facet, który mógł niesamowicie śpiewać o kwiatach, Harleyu, nieprzeniknionej samotności. Potrafił też w „Liście do M.”, wyśpiewać w prostych słowach, m.in. miłość do matki i tęsknotę za nią, nie tracąc przy tym nic z własnej męskości. Chyba wiecie co mam na myśli…

Riedel zdawał się być zwyczajnym, ale wielkim człowiekiem. Nie gonił za sławą i szmalem. Był szczery. Był również, a może przede wszystkim, samotny…

Odszedł… 14 lat temu. Trudno uwierzyć, że minęło już tyle czasu.

Po drugie: patrząc na Riedla nasuwają się kolejne refleksje… Ciekawe, czy gdyby żył, potrafiłby  się odnaleźć we współczesnej rzeczywistości – przez te 14 lat zaszło jednak trochę zmian.

Jakie to zmiany? Jest ich bardzo wiele, ale mam tu na myśli tylko kilka bardziej ogólnych.

Gdy słucha się płyt DŻEMU, czy ogląda nagrania występów na żywo, nie da się nie zauważyć, że Rysiek zawsze śpiewał wspaniale. Nie było miejsca nafałszywe nuty. Niesamowita barwa głosu, charyzma, czasem improwizacja.

Obecnie wystarczy wygrać jakiś idiotyczny teleturniej czy inny kretyński reality show i można być gwiazdą  całą gębą! Nie trzeba nawet umieć śpiewać (pozostańmy przy muzyce póki co). Sztab opiekunów zajmie się takim delikwentem, który gdzieś tam wygrał i zrobią mu super image, napiszą muzykę i teksty, pokażą jak się poruszać, co mówić etc. Wystarczy tylko wyjść na scenę – często nawet nie trzeba na prawdę śpiewać (playback robi swoje). Produkt gotowy. Kupujcie idola!!!

Czasem tylko wymskie mu się gdzieś na żywo i próbuje śpiewać dla fanów. Ile to nagrań fałszujących gwazdek krąży po internecie?

Takich jak Riedel ze świecą szukać, a może nawet jest to gatunek zupełnie wymarły.

Co jeszcze? MTV.

Wbrew pozorom ma to związek z powyższymi rozważaniami. Otóż kiedyś w MTV (kiedy jeszcze zdarzało mi się w ogóle oglądać TV) leciały głównie teledyski – nic dziwnego. Wszak to Music TV. Pamiętam, że bodaj w soboty był dzień jakiegoś wykonawcy i wtedy calutki dzień obcowaliśmy np. tylko z Nirvaną. Całkiem fajne to było…

Od kilku lat nie oglądam MTV (ani właściwie w ogóle TV), ale czytałem kilkukrotnie w prasie, że Music Television nie gra już w zasadzie teledysków. W muzycznej telewizji jest raczej mało muzyki. Można było również przeczytać, że odbiorców nie interesuje już właściwie muzyka czy przekaz z nia związany. Teraz w centrum zainteresowania jest życie gwiazd, gwazdek i gwiazdeczek czyli „kto, gdzie, kiedy  i z kim?”. Poza tym krójuą wszelkiej maści „reality show”. Lepiej sobie popodglądać jakichś bezmózgich delikwentów, niż obcować chociażby z dobrą muzyką…

Dla Riedla (czy w ogóle DŻEMU), chyba nie byłoby miejsca w MTV.

Mam wrażenie, że na myślenie również niema miejsca w Muzycznej Telewizji…

Coś jeszcze? Tak.

Gdy widzę na ulicy tzw. młodych ludzi z fryzurami jak z żurnala, ubranych w markowe ciuchy, słuchających „fajnej, kosmicznej muzyczki” i ogólnie zachowujących się trendy i cool… to smutno mi się robi.

Smutno się robi jak widzę, że mało kto się zastanawia nad tym, co się ludziom podaje do skonsumowania – konsumuje się, i to ze smakiem!

Robi się jeszcze smutniej, patrząc na to co wchłania komercyjna kultura masowa, przeżuwa, i wypluwa jako swoje. Ludki się cieszą i biorą co się im podaje. Mimo tego, że to to samo stare ścierwo, ale np. pod nową nazwą…

Chyba „wykołatało” mi się już wszystko… i nie podoba mi się obraz, który się wyłania w tego „kołatania”…

Cóż robić?

Spiesz się powoli
lip 17th, 2008 by martinez

Biorąc pod uwagę,
że każdy ruch;
każdy jeden wykonywany przez nas krok prowadzi na cmentarz…
raczej nie warto się spieszyć.

Bez komentarza ;)
lip 6th, 2008 by martinez

»  Substance:WordPress   »  Style:Ahren Ahimsa