Strach zdaje się być rzeczywistym motorem wszelkich ludzkich działań. Chodzimy do pracy ponieważ odczuwamy strach przed zwolnieniem, a co za tym idzie obawę np. przed brakiem środków do życia. Staramy się ładnie wyglądać, nie śmierdzieć, być „trendy” etc., gdyż boimy się wyśmiania czy też odrzucenia poza grupę. Kupujemy najnowsze i „najlepsze” środki kosmetyczne, bo boimy się zmarszczek, suchej cery, rozdwajających się końcówek, przy czym cały czas pozostaje strach, że bez tych środków będziemy brzydcy, starzy, brudni… Jeszcze ktoś mógłby nas wyśmiać z tego powodu lub mógłby przestać podziwiać naszą urodę.
Funkcjonujemy w ramach państwa, płacimy podatki i rachunki, zbyt żadko mówimy „nie” – i wszystko to także ze strachu. Ze strachu pozostania poza iluzoryczną opieką państwowych instytucji, ze strachu przed różnorakimi sankcjami, które ktoś mógłby na nas nałożyć.
Wydaje mi się, że tłumaczenie, że chcemy tak, a tak wyglądać tylko dla siebie, jest twierdzeniem kłamliwym. Owszem – wyglądając w jakiś określony sposób rzeczywiście możemy czuć się bardzo dobrze, ale jeśli ten wygląd nie zostanie zaakceptowany przez kogoś innego, przez grupę, to nici z naszego „wspaniałego wytłumaczenia”. Nawet ktoś kto wygląda bardzo oryginalnie i „alternatywnie” zazwyczaj należy do jakiejś grupy, która ten wygląd akceptuje, a akceptując go, usypia jego niepokój o brak akceptacji.
Wyobraźmy sobie teraz dziecko. Dziecko które niczego się nie boi – ani rodziców, ani nikogo innego. Jakie jest jego zachowanie? To chyba oczywiste. Dziecko takie robi wszystko co mu się żywnie podoba – łącznie z rzeczami, które są dla niego bardzo niebezpieczne i mogą zakończyć się tragicznie.
Wyobraźmy sobie teraz dorosłego, który uwolnił się w stu procentach od uczucia strachu – wnioski są chyba oczywiste.
Idąc dalej tym torem wyobraźmy sobie całe społeczeństwo, któremu pojęcie „strach” jest zupełnie obce. Takie społeczensto… już nie byłoby społeczeństwem. W gruzach ległaby religia (strach przed karą po śmierci), państwowość, kultura i wszytko co w ramach tegoż społeczeństwa istnieje. Poza tym wydaje mi się, że ludzie bez strachu pozwalaliby sobie na wszystko a co za tym idzie wiele ich działań mogły by się kończyć śmiercią. Do głowy przychodzi być może absurdalny przykład, ale chyba w możliwy w naszym wyimaginowanym społeczeństwie. Np. ktoś skacze z wieżowca, ponieważ nie odczuwa żadnego strachu itp., itd.
Co z tego wszystkiego wynika?
Czyżby strach był najwspanialszym błogosławieństwem ludzkości?