SIDEBAR
»
S
I
D
E
B
A
R
«
Wharton
sty 9th, 2009 by martinez

Wspomniałem ostatnio o Williamie Whartonie. Bardzo lubiłem (lubię?) jego książki. Wygrzebałem z mrocznych czeluści dwie jego powieści, których jestem szczęśliwym posiadaczem. Jedna to „Tato”, druga „Al”. Przypomnieć je sobie chciałem.

Jakiś czas temu pisałem, że aby zostać na prawdę docenionym artystą, trzeba być… martwym artystą.

Przed chwilką doznałem szoku, gdyż szperając w internetowym śmietniku natknąłem się na informację, że Wharton nie żyje! Zmarł w październiku ubiegłego roku – dokładnie 29 października… Niby nic dziwnego bo był już człowiekiem sędziwym, ale i tak powyższa informacja wprawiła mnie w niemałe osłupienie. Przecież niedawno przypomniałem sobie o nim, jakby przeczuwając…

Tak się złożyło, że pisarz ten był w Polsce wyjątkowo doceniany. Ciekawe jak będzie z tym docenianiem teraz, gdy go nie ma już wśród nas…

„William Wharton, właściwie Albert William du Aime (ur. 7 listopada 1925 w Filadelfii, zm. 29 października 2008 w Encinitas) – amerykański psycholog, malarz i pisarz, laureat National Book Award (1980) za pierwszą powieść Ptasiek.

Tworzył powieści obyczajowo-psychologiczne, których bohaterem jest zawsze alter ego pisarza. Przekazywał w nich filozofię życiową, w której najważniejsze jest głębokie i świadome przeżywanie swego życia, wykorzystywanie posiadanych przez siebie talentów i możliwości, a także kultywowanie wartości rodzinnych. Szczególny jej wyraz można odnaleźć w powieści Tam, gdzie spotykają się wszystkie światy.”

źródło: pl.wikipedia.org

Ciekawe, że do dziś nie wiedziałem o jego odejściu. Gdyby medialny szum podniesiony został z siłą typową dla tego rodzaju okazji, za pewne bym to zauważył. Zdaje się, że jednak śmierć Whartona przeszła bez większego echa… lub zwyczajnie nie zauważyłem notatek w prasie i informacji w innych media.

A może po prostu uznano, że Wharton jednak wielkim pisarzem nie  był. I malarzem też nie…

Niech spoczywa w pokoju…

Rzeźnia
gru 31st, 2008 by martinez

Wróciłem w końcu do Vonneguta. Wspominałem w kwietniu o potrzebie takiego powrotu. Zdarza się. ;) Cóż… W okolicy chyba sierpnia, gdy uczęszczałem na wyprzedaże do miejscowej Biblioteki udało mi się natrafić na kilka ciekawych pozycji i kupić je za horrendalne kwoty typu 1, 2 lub 3PLN! Jakież było moje zdziwienie, gdy odnalazłem tam również powieść Kurta Vonneguta. Na podobnych wyprzedażach pojawiają się raczej książki, które „wyszły z użycia”, mało kto je wypożycza etc.. Tak przynajmniej sądzę.

No i pośród tej sterty leży sobie twardo oprawiona „Rzeźnia numer pięć”. Najpierw nieco mnie to przeraźiło – jeśli wyprzedają takie książki to co zostaje na półkach?! Ale politykę MBP zostawmy na razie w spokoju. Po drugie, kilka osób już miało przede mną tę pozycję w rękach nie kusząc się na nią. Cóż za rażąca nieświadomość – tak mi się wydało.

Dwa dni temu przeczytałem po raz drugi „Rzeźnię”. W „słynnej książce o bombardowaniu Drezna” nie ma na ten temat zbyt wiele. Powieść ta pisana jest jaby krótkimi fragmentami pełnymi różnorakich dygresji. Język jest dość prosty i przejrzysty. „Rzeźnia” jest pełna humoru, niejednokrotnie czarnego.  Jest również wątek fantastyczny, który chwilami zdaję się przebijać na pierwszy plan, przeplatając się ze współczesnością bohaterów, przeszłością wojenną czy nawet dzieciństwem, za pomocą swoistych podróży w czasie.

„Rzeźnia numer pięć” jest na prawdę niesamowitą powieścią, która potrafi wzbudzić też wiele refleksji dotyczących sensu (bezsensu) pewnych „ludzkich sparw”.  Z czystym sumieniem polecam ją każdemu. Na prawdę warto po nią sięgnąć.

Na pewno muszę poczytać (niektóre przypomnieć sobie) inne powieści Vonneguta. Również są znakomite.

…przypomniał mi się ostatnio Wiliam Wharton. Następny amerykański pisarz. Kiedyś przeczytałem wszystkie jego powieści. Ciekawi mnie jakbym odbierał je teraz, po latach od pierwszej lektury… Muszę się o tym przekonać.  Dodam (zastanawiam się nad całkowitym zaprzestaniem używania tego słowa – ze względu na pewną „gwiazdę”, która mi je nie wiedzieć czemu obrzydza), że kiedyś podobały mi się bardzo…

Z innej beczki.

Sylwester. To dzisiaj. Chyba nigdy nie pojmę co to tak na prawdę jest świętowa… Właściwie szkoda sobie strzępić języka. Jakby ktoś był ciekawy co mógłbym dodać, niech zerknie tutaj.

Co tu więcej pisać. Czas na Dukaja „opowieść zimową”. :) Dobranoc drogie dzieci.

»  Substance:WordPress   »  Style:Ahren Ahimsa