SIDEBAR
»
S
I
D
E
B
A
R
«
Jazz na kanapie, na gorąco
wrz 13th, 2008 by martinez

7. Jazz Na Kanapie 2008, z którego miałem przyjemność robić transmisję na żywo, dobiegł końca (tzn. koncert  ;) ). Jedno jest pewne. Kto nie był, lub przynajmniej nie słuchał przez Internet, z pewnością ma czego żałować.

Zagrał jeden zespół więcej – niestety nawet nie znam nazwy „przystawki” (wybaczcie panowie), jak sami muzycy się żartobliwie nazwali, gdyż w tym czasie motałem się jeszcze w różnego rodzaju przewodach. W każdym razie: gitara + bas …a mnóstwo pozytywnych wrażeń.

Następnie występowali na przemian (świetny pomysł!) Open Trio oraz Me, Myself And I. Open Trio: Joakim Simonsson – fortepian, Daniel Olssin – perkusja, Pär-Ola Landin – kontrabas. Grali raczej spokojnie i nastrojowo, ale pokazali też, że potrafią mocno przywalić w instrumenty. Na pewno z przyjemnością posłuchałbym ich płyty w domowym zaciszu.

Open Trio tworzyli swoistego przekładańca z wrocławską grupą Me, Myself And I. Jakby tu opisać to co pokazali wrocławianie? Hmm… Może słowami z Rejsu – „odgłos paszczą” :) . Poważnie rzecz ujmując, grupa ta wzbudziła chyba największy entuzjazm. Podczas ich występu na prawdę trudno było usiedzieć na miejscu, a wchodzący w skład zespołu beatboxer (Zgas – współpracował m.in. z Kanałem Audytywnym) i jego popisy, wprawiały w …bardzo pozytywne zdumienie (?). Oczywiście reszcie grupy także niczego nie brakowało. Magdalena Pasierska (założycielka zespołu) i Michael Majeran, stanęli na wysokości zadania!

Zwieńczeniem imprezy był wspólny występ obu grup, w jak się zdaje, improwizowanym utworze. Coś wspaniałego! Później obowiązkowe bisy, i nieubłagany koniec…

Oleśnicka publiczność reagowała bardzo żywiołowo. Na tyłach sali można było nawet ujrzeć tańczących!
Reasumując. Bardzo pozytywne wydarzenie. Świetne zespoły, Mnóstwo miłych wrażeń.
Gratulacje i podziękowania należą się organizatorom, ale również (i być może przede wszystkim) zespołom, które zaprezentowały kawał dobrej muzyki!

PS. Koncert wprawił mnie w tak pozytywny nastrój, że widoczne z mojej strony niedociągnięcia organizacyjno-techniczne (tym razem) przemilczę. ;)
Cóż… Czemu dopiero za rok?

Zaczynając od Ryśka…
lip 19th, 2008 by martinez

Znowu coś mi się kołacze po głowie i nie za bardzo wiem jak to ubrać w słowa… Spróbuję po kolei…

Po pierwsze Rysiek Riedel. Czepił się mnie i nie chce odejść. Nie wiem nawet dlaczego.

Jeden z najlepszych polskich (pewnie nie tylko) wokalistów. Wg mnie jedyny, który mógłby zaśpiewać na równi (a może i lepiej), z Czesławem Niemenem.

Świetny tekściarz (może nawet poeta) – w pisaniu pomagało mu „samo życie”. Facet, który mógł niesamowicie śpiewać o kwiatach, Harleyu, nieprzeniknionej samotności. Potrafił też w „Liście do M.”, wyśpiewać w prostych słowach, m.in. miłość do matki i tęsknotę za nią, nie tracąc przy tym nic z własnej męskości. Chyba wiecie co mam na myśli…

Riedel zdawał się być zwyczajnym, ale wielkim człowiekiem. Nie gonił za sławą i szmalem. Był szczery. Był również, a może przede wszystkim, samotny…

Odszedł… 14 lat temu. Trudno uwierzyć, że minęło już tyle czasu.

Po drugie: patrząc na Riedla nasuwają się kolejne refleksje… Ciekawe, czy gdyby żył, potrafiłby  się odnaleźć we współczesnej rzeczywistości – przez te 14 lat zaszło jednak trochę zmian.

Jakie to zmiany? Jest ich bardzo wiele, ale mam tu na myśli tylko kilka bardziej ogólnych.

Gdy słucha się płyt DŻEMU, czy ogląda nagrania występów na żywo, nie da się nie zauważyć, że Rysiek zawsze śpiewał wspaniale. Nie było miejsca nafałszywe nuty. Niesamowita barwa głosu, charyzma, czasem improwizacja.

Obecnie wystarczy wygrać jakiś idiotyczny teleturniej czy inny kretyński reality show i można być gwiazdą  całą gębą! Nie trzeba nawet umieć śpiewać (pozostańmy przy muzyce póki co). Sztab opiekunów zajmie się takim delikwentem, który gdzieś tam wygrał i zrobią mu super image, napiszą muzykę i teksty, pokażą jak się poruszać, co mówić etc. Wystarczy tylko wyjść na scenę – często nawet nie trzeba na prawdę śpiewać (playback robi swoje). Produkt gotowy. Kupujcie idola!!!

Czasem tylko wymskie mu się gdzieś na żywo i próbuje śpiewać dla fanów. Ile to nagrań fałszujących gwazdek krąży po internecie?

Takich jak Riedel ze świecą szukać, a może nawet jest to gatunek zupełnie wymarły.

Co jeszcze? MTV.

Wbrew pozorom ma to związek z powyższymi rozważaniami. Otóż kiedyś w MTV (kiedy jeszcze zdarzało mi się w ogóle oglądać TV) leciały głównie teledyski – nic dziwnego. Wszak to Music TV. Pamiętam, że bodaj w soboty był dzień jakiegoś wykonawcy i wtedy calutki dzień obcowaliśmy np. tylko z Nirvaną. Całkiem fajne to było…

Od kilku lat nie oglądam MTV (ani właściwie w ogóle TV), ale czytałem kilkukrotnie w prasie, że Music Television nie gra już w zasadzie teledysków. W muzycznej telewizji jest raczej mało muzyki. Można było również przeczytać, że odbiorców nie interesuje już właściwie muzyka czy przekaz z nia związany. Teraz w centrum zainteresowania jest życie gwiazd, gwazdek i gwiazdeczek czyli „kto, gdzie, kiedy  i z kim?”. Poza tym krójuą wszelkiej maści „reality show”. Lepiej sobie popodglądać jakichś bezmózgich delikwentów, niż obcować chociażby z dobrą muzyką…

Dla Riedla (czy w ogóle DŻEMU), chyba nie byłoby miejsca w MTV.

Mam wrażenie, że na myślenie również niema miejsca w Muzycznej Telewizji…

Coś jeszcze? Tak.

Gdy widzę na ulicy tzw. młodych ludzi z fryzurami jak z żurnala, ubranych w markowe ciuchy, słuchających „fajnej, kosmicznej muzyczki” i ogólnie zachowujących się trendy i cool… to smutno mi się robi.

Smutno się robi jak widzę, że mało kto się zastanawia nad tym, co się ludziom podaje do skonsumowania – konsumuje się, i to ze smakiem!

Robi się jeszcze smutniej, patrząc na to co wchłania komercyjna kultura masowa, przeżuwa, i wypluwa jako swoje. Ludki się cieszą i biorą co się im podaje. Mimo tego, że to to samo stare ścierwo, ale np. pod nową nazwą…

Chyba „wykołatało” mi się już wszystko… i nie podoba mi się obraz, który się wyłania w tego „kołatania”…

Cóż robić?

»  Substance:WordPress   »  Style:Ahren Ahimsa