martinez

29. Czerwiec 2009

Galeria

Zaszufladkowany do: Inne — martinez @ 23:02

Wczoraj (czy jakoś tak) uruchomiłem Galerię fotografii. Powiedzmy, że na razie w celach testowych. Na początek utworzyłem trzy albumy – dostępne są tutaj (lub poprzez link w menu z lewej strony). Zachęcam do przeglądania, jak i ewentualnego wyrażenia opinii na ten temat.

10. Czerwiec 2009

Computers…

Zaszufladkowany do: Słowa, teksty, cytaty — martinez @ 21:31

“Computers are useless. They can only give you answers.” -  Pablo Picasso

9. Marzec 2009

Śmietnik Różewicza

Zaszufladkowany do: Wiersze — martinez @ 22:03

Śmietnik Różewicza czyli niezbyt bliskie spotkania z Konradem Górą

na PKP w Oleśnicy
jeszcze w swoim zielonym płaszczyku
rodem ze śmietnika
i z długimi włosami
mówiłeś

za cholerę nie przypomnę sobie o czym
wyglądałeś na nieco zaspanego
tak jak teraz

czekałem na tramwaj
Grabiszyńska szpital
Twoja zaspana sylwetka
jakoś nie odezwałem się bo głupio…
pewnie i tak byś nie pamiętał

dziś dostałem z Rit
debiutancki tomik Twoich wierszy
dawali też poetycką mapę Polski
na której mnie nie ma
szkoda trochę

kilka lat temu na Jagielończyka
opowiadałeś mi o śmietniku Różewicza
Dużo jedzenia się marnuje. Mięsa chyba też.
dziś cieszysz się z tyłu okładki
znów znaleziskiem ze śmietnika

23. Styczeń 2009

Ptasiek

Zaszufladkowany do: Słowa, teksty, cytaty — martinez @ 19:24

W świetle prawdziwego znaczenia wszystko, co ważne, staje się trywialne, tak jak całe życie wydaje się niczym wobec śmierci.

(”Ptasiek”) William Wharton

10. Styczeń 2009

“Kasują za Orkiestrę”

Zaszufladkowany do: Inne — martinez @ 21:46

Jutro już XVII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W związku z tym pojawiają się tu i ówdzie wzmianki na ten temat. Otóż w dzisiejszej “Rzeczpospolitej” [nr 8 (82130)], znalazłem informacje na temat “artystów” żądających za występy podczas tegorocznego Finału grubych pieniędzy. Hmm… w ogóle żądających pieniędzy.
Jak czytamy we wspomnianym artykule:
“Mr. Zoob zażądał 9 tyś. zł,De Mono – 22, a Szymon Wydra zaśpiewał aż 30 tysięcy”. Autor wspomina też o wynagrodzeniu dla “lokalnych” kapel, co jeszcze bardziej mnie dziwi.
Oczywiście wielu artystów, zagra również za darmo (lub za zwrot kosztów podróży) i chwała im za to!  Oni widocznie zrozumieli o co chodzi w WOŚP a pokazują to rezygnując z wynagrodzenia za występy.

Wróćmy jednak do tych, którzy nie są skłonni do poświęceń.

Gdy o tym przeczytałem, pomyślałem sobie: najzwyklejsze skurwysyństwo!

Co do Wydry przyszła mi osobna myśl, choć może nieco złośliwa: jak łatwo można zapomnieć, że jeszcze niedawno było się zupełnie nikim.

Kilka godzin później widziałem w telewizji Jurka Owsiaka, który przy okazji zapowiedzi Finału odniósł się także do sprawy wynagrodzeń za orkiestrowe występy. Mówił, że w dniu jutrzejszym artyści powinni grać za zwrot kosztów podróży, w przeciwnym razie zespołom kasującym “dziękujemy za granie”.
Nic jednak nie przebije dosadnego komentarza Zbyszka Hołdysa, który można przeczytać na stronie Fundacji WOŚP:

“Jeżeli jakiś artysta bierze wynagrodzenie za występ na WOŚP, to jest zdemoralizowanym chujem niewartym podania ręki. Możesz to przekazać Reutersowi jako moje oficjalne stanowisko.

Zbyszek Hołdys”

Nic dodać, nic ująć. :)

Niech Orkiestra gra! “Do końca świata i o jeden dzień dłużej!”

9. Styczeń 2009

Wharton

Zaszufladkowany do: Inne, Książki — martinez @ 21:15

Wspomniałem ostatnio o Williamie Whartonie. Bardzo lubiłem (lubię?) jego książki. Wygrzebałem z mrocznych czeluści dwie jego powieści, których jestem szczęśliwym posiadaczem. Jedna to “Tato”, druga “Al”. Przypomnieć je sobie chciałem.

Jakiś czas temu pisałem, że aby zostać na prawdę docenionym artystą, trzeba być… martwym artystą.

Przed chwilką doznałem szoku, gdyż szperając w internetowym śmietniku natknąłem się na informację, że Wharton nie żyje! Zmarł w październiku ubiegłego roku – dokładnie 29 października… Niby nic dziwnego bo był już człowiekiem sędziwym, ale i tak powyższa informacja wprawiła mnie w niemałe osłupienie. Przecież niedawno przypomniałem sobie o nim, jakby przeczuwając…

Tak się złożyło, że pisarz ten był w Polsce wyjątkowo doceniany. Ciekawe jak będzie z tym docenianiem teraz, gdy go nie ma już wśród nas…

“William Wharton, właściwie Albert William du Aime (ur. 7 listopada 1925 w Filadelfii, zm. 29 października 2008 w Encinitas) – amerykański psycholog, malarz i pisarz, laureat National Book Award (1980) za pierwszą powieść Ptasiek.

Tworzył powieści obyczajowo-psychologiczne, których bohaterem jest zawsze alter ego pisarza. Przekazywał w nich filozofię życiową, w której najważniejsze jest głębokie i świadome przeżywanie swego życia, wykorzystywanie posiadanych przez siebie talentów i możliwości, a także kultywowanie wartości rodzinnych. Szczególny jej wyraz można odnaleźć w powieści Tam, gdzie spotykają się wszystkie światy.”

źródło: pl.wikipedia.org

Ciekawe, że do dziś nie wiedziałem o jego odejściu. Gdyby medialny szum podniesiony został z siłą typową dla tego rodzaju okazji, za pewne bym to zauważył. Zdaje się, że jednak śmierć Whartona przeszła bez większego echa… lub zwyczajnie nie zauważyłem notatek w prasie i informacji w innych media.

A może po prostu uznano, że Wharton jednak wielkim pisarzem nie  był. I malarzem też nie…

Niech spoczywa w pokoju…

31. Grudzień 2008

Rzeźnia

Zaszufladkowany do: Inne, Książki — martinez @ 22:55

Wróciłem w końcu do Vonneguta. Wspominałem w kwietniu o potrzebie takiego powrotu. Zdarza się. ;) Cóż… W okolicy chyba sierpnia, gdy uczęszczałem na wyprzedaże do miejscowej Biblioteki udało mi się natrafić na kilka ciekawych pozycji i kupić je za horrendalne kwoty typu 1, 2 lub 3PLN! Jakież było moje zdziwienie, gdy odnalazłem tam również powieść Kurta Vonneguta. Na podobnych wyprzedażach pojawiają się raczej książki, które “wyszły z użycia”, mało kto je wypożycza etc.. Tak przynajmniej sądzę.

No i pośród tej sterty leży sobie twardo oprawiona “Rzeźnia numer pięć”. Najpierw nieco mnie to przeraźiło – jeśli wyprzedają takie książki to co zostaje na półkach?! Ale politykę MBP zostawmy na razie w spokoju. Po drugie, kilka osób już miało przede mną tę pozycję w rękach nie kusząc się na nią. Cóż za rażąca nieświadomość – tak mi się wydało.

Dwa dni temu przeczytałem po raz drugi “Rzeźnię”. W “słynnej książce o bombardowaniu Drezna” nie ma na ten temat zbyt wiele. Powieść ta pisana jest jaby krótkimi fragmentami pełnymi różnorakich dygresji. Język jest dość prosty i przejrzysty. “Rzeźnia” jest pełna humoru, niejednokrotnie czarnego.  Jest również wątek fantastyczny, który chwilami zdaję się przebijać na pierwszy plan, przeplatając się ze współczesnością bohaterów, przeszłością wojenną czy nawet dzieciństwem, za pomocą swoistych podróży w czasie.

“Rzeźnia numer pięć” jest na prawdę niesamowitą powieścią, która potrafi wzbudzić też wiele refleksji dotyczących sensu (bezsensu) pewnych “ludzkich sparw”.  Z czystym sumieniem polecam ją każdemu. Na prawdę warto po nią sięgnąć.

Na pewno muszę poczytać (niektóre przypomnieć sobie) inne powieści Vonneguta. Również są znakomite.

…przypomniał mi się ostatnio Wiliam Wharton. Następny amerykański pisarz. Kiedyś przeczytałem wszystkie jego powieści. Ciekawi mnie jakbym odbierał je teraz, po latach od pierwszej lektury… Muszę się o tym przekonać.  Dodam (zastanawiam się nad całkowitym zaprzestaniem używania tego słowa – ze względu na pewną “gwiazdę”, która mi je nie wiedzieć czemu obrzydza), że kiedyś podobały mi się bardzo…

Z innej beczki.

Sylwester. To dzisiaj. Chyba nigdy nie pojmę co to tak na prawdę jest świętowa… Właściwie szkoda sobie strzępić języka. Jakby ktoś był ciekawy co mógłbym dodać, niech zerknie tutaj.

Co tu więcej pisać. Czas na Dukaja “opowieść zimową“. :) Dobranoc drogie dzieci.

17. Grudzień 2008

Tradycyjnie

Zaszufladkowany do: Inne — martinez @ 22:23

Tradycyjnie: nie zdążyły jeszcze dopalić się znicze po Wszystkich Świętych, a pojawiły się bożonarodzeniowe “akcenty”. Ludzie zaczęli wchodzić w świąteczny nastrój, zaczynając od przejrzenia ulotek z choinkami i “czerwononosymi” pajacami, informującymi co trzeba koniecznie kupić na upragniony prezent i dlaczego tak tanio…

Tradycyjnie: ktoś jeszcze pamięta po co i dlaczego? Problem polega na tym, że właściwie każde święto zostało zamienione w orgiastyczny szał zakupów (no, poza tymi kiedy odgórnie zabroniono otwierać supermarkety).

Tradycyjnie: wszyscy będą szalenie kupować, bezlitośnie żreć, chlać i trawić. Po chucznym świętowaniu wrócą pokornie do swoich stałych (jakże często nielubianych!) zajęć. Święta, święta i po świętach… Rzygnięcie… Tradycyjnie.

24. Listopad 2008

hup.org.pl zdechł…

Zaszufladkowany do: Tech-no-logic — martinez @ 23:58

“Uniksowy tryptyk” ;) został wczoraj wieczorem spacyfikowany. Powodów jest kilka. Najważniejsze to:

- zdrowie

- małe zainteresowanie

- brak chętnych do współpracy

Nie ma się co więcej rozpisywać… Chociaż trochę mi żal bo bardzo byłem zadowolony z integracji (graficznej i “systemowej”), ale co tam.

Pamiątkowe fotki:

Strona główna

Strona główna

Forum

Forum

tzw. Terminal

tzw. Terminal

I tyle…

10. Listopad 2008

Półwytchnienie

Zaszufladkowany do: Wiersze — martinez @ 22:46



anioły masują me skronie

hydroxyzynowa wróżka

i święty propanolol

czuwają nade mną

cudownie piękna bogini

masuje moje stopy

…a każdy oddech po swojemu

nie daje zapomnieć

że kilka chwil temu

byłem w piekle…

20. Październik 2008

Krótka forma humorystyczna

Zaszufladkowany do: Inne, Słowa, teksty, cytaty — martinez @ 20:57

Odgrzebałem coś dzisiaj i muszę tu pokazać. Tzw. dowcip. :) Obawiam się, że nie dla każdego będzie z rozumiały, ale co tam. Ja dzisiaj o mało nie spadłem z krzesła… Uwaga.

Bal maskowy w pracy:
- szef przychodzi w masce wilka
- sekretarka przychodzi w masce kopciuszka
- admin przychodzi w masce 255.255.255.0

Dziękuję. :D

Drzewo

Zaszufladkowany do: Wiersze — martinez @ 0:52



jestem ostatnim drzewem

na zwałconej Ziemi

nie mam bujnych

zielonych włosów

a moje ręce usychają

moje stopy choć głeboko

w Ziemi

nic z niej nie czerpią

i tylko czekam aż upadę

w krzyku mechanicznej piły

zginę z ręki człowieka

w okolicy 1997 – 99

3. Październik 2008

Alex Alleegator

Zaszufladkowany do: Inne, Tech-no-logic — martinez @ 0:35

W zasadzie gracz ze mnie żaden. Jeśli chodzi o nowe gry, to właściwie zupełnie nie byłoby ze mną o czym rozmawiać.  Moim ulubionym tytułem – jeśli można tak powiedzieć – jest DOOM (tak, ta leciwa strzelanka). W porządku jest też np. Heretic czy Eat This – takie właśnie lubię gry. Nie oczekuję bynajmniej, że odpalając jakiegoś tam HL 15, ujrzę grafikę tak odzwierciedlającą rzeczywistość, że trudno będzie mi odróżnić… Czasem przychodzi mi do głowy, że rynek nowoczesnych, wypieszczonych graficznie (i nie tylko) gier istnieje po to, aby napędzać sprzedaż co raz to nowszego i bardziej wymyślnego harware’u. W każdym razie ja tam wolę, żeby gra pozostawiała kilka spraw dla  naszej wyobraźni – tak jest chyba lepiej i mądrzej. ;)

Do rzeczy. Otóż znalazłem niesamowitą gierkę. Retro w całym tego słowa znaczeniu! Mam wielką nadzieję, że znajdę wiele więcej tego typu “ciekawostek”. Gra nazywa się Alex the Alleegator 4 i ma niezbyt skomplikowaną, ale mrożącą krew w żyłach fabułę: Źli ludzie latający śmigłowcem porywają lubą Alexa, Lolę. Nasz bohater musi oczywiście odnaleźć ukochaną, spotykając po drodze wiele straszliwych niebezpieczeństw.

Na kolana każe paść muzyka (też retro, a jak – tzn. jak w starych dobrych grach) i kolorystyka. Genialny pomysł. Mam nadzieję, że będą kolejne odsłony, a Was zachęcam do zapoznania się z Alexem i jego perypetiami.

Poniżej kilka zrzutów ekranu. Podziwiajcie ;) :

Zawiązanie akcji: Alex rozmawia z Lolą

Źli ludzie porywają Lolę.

Właściwy początek rozgrywki.

Nasz bohater wtruszył na poszukiwania.

Ja znalazłem Alexa oczywiście wśród paczek Debiana i na nim grę uruchomiłem, ale widziałem na stronie projektu także wersję dla Windows.

1. Październik 2008

Matka głupich

Zaszufladkowany do: Wiersze — martinez @ 14:45

Wszystko, całe życie wydaje się niczym w obliczu strachu przed śmiercią.

Najgorzej gdy wydaje Ci się, że wreszcie podniesiesz się po długim czasie bólu i cierpień. Przecież tak dużo czasu zajmuje odbudowanie zaufania do świata i ludzi.

Już prawie podnosisz się z kolan. Na końcu ciemnego tunelu pojawiają się echa maleńkiego światełka, ledwie zarys. Ale raczej nie będziesz szczęśliwcem, który do niego dotrze. Nie będzie Ci to dane.

Najgorzej gdy moment przed powstaniem na nogi, znów zabiorą Ci Nadzieję…

13. Wrzesień 2008

Jazz na kanapie, na gorąco

Zaszufladkowany do: Muzyka — martinez @ 22:44
7. Jazz Na Kanapie 2008, z którego miałem przyjemność robić transmisję na żywo, dobiegł końca (tzn. koncert  ;) ). Jedno jest pewne. Kto nie był, lub przynajmniej nie słuchał przez Internet, z pewnością ma czego żałować.

Zagrał jeden zespół więcej – niestety nawet nie znam nazwy “przystawki” (wybaczcie panowie), jak sami muzycy się żartobliwie nazwali, gdyż w tym czasie motałem się jeszcze w różnego rodzaju przewodach. W każdym razie: gitara + bas …a mnóstwo pozytywnych wrażeń.

Następnie występowali na przemian (świetny pomysł!) Open Trio oraz Me, Myself And I. Open Trio: Joakim Simonsson – fortepian, Daniel Olssin – perkusja, Pär-Ola Landin – kontrabas. Grali raczej spokojnie i nastrojowo, ale pokazali też, że potrafią mocno przywalić w instrumenty. Na pewno z przyjemnością posłuchałbym ich płyty w domowym zaciszu.

Open Trio tworzyli swoistego przekładańca z wrocławską grupą Me, Myself And I. Jakby tu opisać to co pokazali wrocławianie? Hmm… Może słowami z Rejsu – “odgłos paszczą” :) . Poważnie rzecz ujmując, grupa ta wzbudziła chyba największy entuzjazm. Podczas ich występu na prawdę trudno było usiedzieć na miejscu, a wchodzący w skład zespołu beatboxer (Zgas – współpracował m.in. z Kanałem Audytywnym) i jego popisy, wprawiały w …bardzo pozytywne zdumienie (?). Oczywiście reszcie grupy także niczego nie brakowało. Magdalena Pasierska (założycielka zespołu) i Michael Majeran, stanęli na wysokości zadania!

Zwieńczeniem imprezy był wspólny występ obu grup, w jak się zdaje, improwizowanym utworze. Coś wspaniałego! Później obowiązkowe bisy, i nieubłagany koniec…

Oleśnicka publiczność reagowała bardzo żywiołowo. Na tyłach sali można było nawet ujrzeć tańczących!
Reasumując. Bardzo pozytywne wydarzenie. Świetne zespoły, Mnóstwo miłych wrażeń.
Gratulacje i podziękowania należą się organizatorom, ale również (i być może przede wszystkim) zespołom, które zaprezentowały kawał dobrej muzyki!

PS. Koncert wprawił mnie w tak pozytywny nastrój, że widoczne z mojej strony niedociągnięcia organizacyjno-techniczne (tym razem) przemilczę. ;)
Cóż… Czemu dopiero za rok?

21. Sierpień 2008

Znowu reklama…

Zaszufladkowany do: Inne, Tech-no-logic — martinez @ 16:53

Znów reklama, znowu Linux i znów mocno. Tym razem by Red Hat. Enjoy jak to mówio. ;)

19. Sierpień 2008

A kid named Linux

Zaszufladkowany do: Inne, Tech-no-logic — martinez @ 23:08

Pierwszy raz natknąłem się na reklamę Linuxa i jakby nie było, idei Open Source. Muszę przyznać, że jest niesamowita… Jak sugerują napisy na końcu, stoi za nią IBM

Szkoda tylko, że polski lud nie może tego oglądać w TV w ojczystym języku – to by dopiero było. ;)

Co się tu rozpisywać. Zerknijcie sobie. :)

17. Sierpień 2008

Rocznice (i okolice)

Zaszufladkowany do: Tech-no-logic — martinez @ 22:10

Dokładnie wczoraj (16-08-2008) Debian skończył 15 lat! To niesamowite! Ja używam Debiana od ok. 4 lat i jestem bardzo zadowolony z tej dystrybucji. Jest wiele powodów do radości, ale trzy z nich, wg mnie zasługują na szczególną uwagę:

  • restrykcyjne podejście do idei Wolnego Oprogramowania
  • rewelacyjny system zarządzania pakietami
  • na pierwszy rzut oka widać, że pieniądze i grafika nie są tu najważniejsze ;)

Oby tak dalej! Pozostaje tylko życzyć, przynajmniej kolejnych piętnastu lat!

Przy okazji chciałbym podziękować Twórcy Debiana (Ian Murdock) – choć pewnie nigdy się o tym nie dowie… ;) , jak i wszystkim współtworzącym (developerom, etc.), dzięki którym mogę używać tak fajowej dystrybucji!

Wielkie dzięki!!!

Również wczoraj pożegnałem się z jednym z moich projektów i na jego miejsce powołałem nowy. Umarł u-n-i-x.pl, powstał hup.org.pl. Ponizej ostatnie pamiątkowe zdjęcie: ;)

Koniec u-n-i-x.pl

Koniec u-n-i-x.pl

Zrezygnowałem z phpBB by Przemo na rzecz Joomli – mam nadzieję, że okaże się to dobrym wyborem. Poza tym zmieniła się zupełnie szata graficzna, funkcjonalność i poniekąd cele. Mam nadzieję, że tym razem serwis wzbudzi większe zainteresowanie.

Poniżej link, do nowego serwisu (do niusa o 15. urodzinach Debiana  ;) ).

hup.org.pl – hup to akronim wyrażenia hardcore unix portal – chyba jedynej pozostałości po poprzedniej odsłonie (oczywiście została też żyleteczka). Pozostałem przy tym haśle ponieważ wydaje mie się całkiem niezłe. Co do samego kształtu serwisu to w nowej odsłonie jest on raczej “społecznościowym serwisem informacyjnym”, skupiający się na zagadnieniach związanych z Open Source. Wolnym oprogramowaniem, systemami uniksowymi/uniksopodobnymi, etc, etc.

Z ciekawostek… W serwisie można też zaproponować link do strony związanej z tematyką serwisu (strony niekomercyjne!), tworząc tym samym katalog stron uniksowych (nazwijmy go tak roboczo). Mam nadzieję, że i on się przyda.

Przy okazji serdecznie zapraszam do rejestracji i redagowania/komentowania/pisania itp. Serwis na pewno przejdzie w najbliższych dniach kilka poprawek, ale śmiało można już w nim działać…

Hola! Miało być o rocznicach.

Więc… Wczoraj Debian, a dziś? 20 lat polskiego Internetu. Co się tu rozpisywać:

20 lat temu, 17 sierpnia 1988 roku po raz pierwszy Polska uzyskała połączenie internetowe ze światem łączem 9600 bps do Kopenhagi. Trzy lata później, również 17 sierpnia, Rafał Pietrak z Uniwersytetu Warszawskiego po raz pierwszy nawiązał łączność w oparciu o protokół TCP/IP z pracownikiem Uniwersytetu Kopenhaskiego Janem Sorensenem. Od tamtych lat sporo się zmieniło, prawda?

Więcej przeczytacie tutaj.

Swoją drogą, ciekawe, że polski Internet jest tylko pięć lat starszy od Debiana. ;) Oby i polski Internet prztrwał w dobrej kondycji, co najmniej kolejne 20 latek…

Na dzisiaj tyle drogie dzieci… :)

PS. Do tego tak się złożyło, że wpis ten oznaczony jest okrągłą cyfrą 50.

10. Sierpień 2008

Druga strona medalu – Pekin 2008

Zaszufladkowany do: Inne, Polityka i okolice — martinez @ 23:59

Gdy swoją ręką ścisnąć rękę zakrwawion
Musowo się zabrudzi, tak już to jest zrobione

Kazik “Łysy jedzie do Moskwy

Rozpoczęły się Igrzyska! Któż na nie nie czekał? Zdaje się, że nawet ludzie, którzy na co dzień nie mają ze sportem zbyt wiele wspólnego, również dali się natchnąć sportowym duchem. Wszyscy będą śledzić olimpijskie wydarzenia i podziwiać wspaniałe wyczyny zawodników. Rozpoczął się wielki spektakl pt. “Pekin 2008″, “w którym wszystko musi być “naj”".

Dodam tylko, że na temat sportu nie będzie tu ani słowa. O sporcie niech mówią eksperci. Ja piszę, o drugiej stronie olimpijskiego medalu. Do rzeczy.

“Pekiński Komitet Olimpijski ustalił, iż głównym hasłem pekińskich igrzysk olimpijskich będzie zawołanie: “jeden świat, jedno marzenie”, stwierdził on, iż na tym samym świecie ludzie posiadają jedno wspólne marzenie o dążeniu do rozkwitu i pokoju.

Igrzyska rozpoczęły się ósmego dnia, ósmego miesiąca, dwa tysiące ósmego roku, o ósmej osiem wieczorem, gdyż w symbolice chińskiej cyfra osiem jest symbolem szczęścia, obfitości, pieniędzy oraz spokoju.”(1)

Obejrzałem w piątek – nieco przypadkiem – fragmenty transmisji na żywo z otwarcie Igrzysk. Muszę przyznać, że nawet w telewizji, impreza robiła niesamowite wrażenie. Nawet nie będę się starał tego opisywać. Warto jednak zauważyć jakie elementy eksponowano podczas ceremonii otwarcia. Przede wszystkim były to papier i proch: wielkie wynalazki chińskiej cywilizacji. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak wynalazki to wiekopomne i nie bez znaczenia dla świata.

Komentatorzy telewizyjnej transmisji (W. Szaranowicz, drugiego pana nie pamiętam), ćwierkali wręcz na temat wielkości Państwa Środka, jego cywilizacji, kultury, jego wielkich osiągnięć i wielowiekowej tradycji. Jeden z komentatorów rzucił nawet, jakby starając się usprawiedliwić organizatora, że “Marksiści w historii Chin, to tylko mgnienie oka”.  Teraz jest przecież pięknie i ładnie i sportowo i Igrzyska przecież są wspaniałe – chciałoby się dodać…

Obecne igrzyska, są zdaje się, powszechnie uznane za kontrowersyjne od 13 lipca 2001, czyli od momentu wyboru miasta Pekin na ich organizatora. Od początku wielu ludzi nie potrafi zrozumieć, dlaczego państwo takie jak Chiny, gdzie nie przestrzega się praw człowieka, stało się swoistym nośnikiem szczytnej “olimpijskiej idei”; gdzie,  jeśli chodzi o przestrzeganie praw i swobód obywatelskich, w rankingu Press Freedom Index 2007 organizacji Reporterzy bez Granic, Chiny znajdują się na 163 miejscu na 169.(2)

Wydaje mi się, że wśród “kontrowersyjnych Olimpiad”, Beijing 2008 można z powodzeniem porównać do Berlina 1936 roku, gdzie igrzyska organizowali naziści. Pomimo wezwań do bojkotu, wzięło w nich udział (w Berlinie) 49 państw, co umożliwiło Hitlerowi propagandowe zwycięstwo(3).  Zbyt mocne porównanie? Nie sądzę. Zostawmy tę sprawę na moment.

Rzecz o której trzeba wspomnieć, pisząc o obecnej Olimpiadzie, to znamienne zachowanie polityków zachodu. Żeby nie zagłębiać się za nadto w szczegóły: bardzo wielu zapowiadało bojkot ceremonii otwarcia. Raczej nie wszyscy dotrzymali słowa. Tu trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na (mojego “ulubionego”) G.W Busha i N. Sarkozyego.

Bush: Początkowo amerykański prezydent planował wygłoszenie płomiennej pochwały wolności po przylocie do Pekinu, ale zrezygnował, uznając, że zostanie to odebrane jako policzek dla narodu chińskiego. W efekcie Bush, który będzie pierwszym w historii przywódcą USA uczestniczącym w ceremonii otwarcia igrzysk za granicą, postanowił swą krytykę wygłosić w Tajlandii, tuż przed odlotem do Chin.(4) Oczywiście w ceremonii otwarcia wziął udział.

Sarkozy: Do stolicy ChRL przybył wczoraj także francuski prezydent Nicolas Sarkozy, który wiosną, po zamieszkach w Tybecie, groził, że nie pojedzie na uroczystość otwarcia. Ostatecznie zmienił zdanie i weźmie udział w inauguracji (…) Chińskie media w kółko powtarzały wczoraj jego wypowiedź, że Pekin już teraz zasługuje na złoty medal za przygotowanie igrzysk.

Sarkozy nie spotka się też z liderem Tybetańczyków Dalajlamą podczas jego sierpniowego pobytu we Francji. Na początku lipca chiński ambasador w Paryżu powiedział, że takie spotkanie byłoby ingerencją w wewnętrzne sprawy Chin i miałoby „poważne konsekwencje” dla stosunków Pekinu z Paryżem(…)

W imieniu Unii Europejskiej Sarkozy przekazał Pekinowi listę prześladowanych chińskich dysydentów. Ale jednocześnie władze Paryża wydały zakaz demonstrowania w czwartek i piątek przed chińskimi placówkami. Obawiają się powtórki zamieszek z 7 kwietnia. Decyzję skrytykowali Reporterzy bez Granic, główny organizator protestów.(5)

O ile zachowanie Busha określiłbym jako “dla niego typowe”, to wyczyny Sarkozyego nazwałbym raczej szczytem hipokryzji. W zasadzie obaj politycy zdawali się za wszelką cenę zadowolić wszystkich – mieszkańców Europy i Amerykanów, mówiąc nieustannie o tym, że “należy przestrzegać praw człowieka”, Chińczyków natomiast udziałem i pochlebstwami na temat organizacji ceremonii otwarcia. Wilk syty i owca cała. Czy aby na pewno? Według mnie nie udało się panom ani jedno ani drugie…

Z jednej strony wydaje mi się, że politycy Europy i Świata powinni stanąć murem m.in. za uciskanymi Tybetańczykami; powinni powiedzieć Chinom twardo “NIE!” i dać do zrozumienia, że do póki nie zmieni się ich polityka w stosunku do “uciskanych”, nie będzie miejsca na podanie im ręki.

Z drugiej strony widzę, że taki ogólnonarodowy zryw byłby zwyczajną hipokryzją i zasługiwałby właściwie tylko na śmiech. Bo jak można nazwać sytuację, w której większość państw robi z Chinami intratne interesy sprzedając u siebie tanie chińskie produkty i napędzając chińską gospodarkę, czy produkując w Chinach za pomocą niezwykle taniej siły roboczej (ludzie są gotowi pracować nawet na 1$ dziennie!). Na co zasługuje taka sytuacja? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Jest chyba oczywista.

Myślę, że warto również wspomnieć jak wygląda olimpijski Pekin “od środka”. Pekińska rzeczywistość rzuca się w oczy tuż za rogiem. Wielki, przeraźliwie brzydki parking na limuzyny dla świty MKOl ukryty jest za wysokim płotem owiniętym szczelnie plastikowymi plakatami. Płot uśmiecha się twarzami młodych ludzi. Mami mottem: “Jeden świat, jedno marzenie”.

Takich płotów w Pekinie są setki, a może tysiące. Obskurny dom na potencjalnej trasie przejazdu Jacquesa Rogge’a jak za pomocą czapki niewidki znika za idyllicznym obrazem wydrukowanym na olbrzymiej folii. Wykopy – za płot. Targ – pod plandekę. Żebrak – won z miasta. Przed igrzyskami władze wyrzuciły z Pekinu bezdomnych, ludzi bez stałego meldunku, żyjących w skrajnej nędzy.(6) Jak widać władze nie patyczkowały się z nikim. Chiny muszą pokazać światu, że są we wszystkim najlepsze, mają najładniejszą, wolną od żebraków i “wszelkiego elementu” stolicę. Sądzę, że wcześniejsze porównanie Chin do faszystowskich Niemiec nie jest chyba takie bezpodstawne, prawda?

Konkludując, trzeba powiedzieć, że Pekin 2008 to igrzyska kłamstwa i hipokryzji (o stronie sportowej się nie wypowiadam).Wydaje mi się, że tak samo jest po stronie organizatorów i jak i po stronie państw – uczestników. Nikt tu nie pozostaje czysty i niewinny…

Wspominałem wcześniej, o eksponowanych podczas ceremonii otwarcia wielkich chińskich wynalazkach: papierze i prochu. Jeżeli chodzi o papier, to nic szczególnego nie przyszło mi tutaj do głowy. Natomiast co do prochu owszem. Eksponując go, zapomniano zdaje się, że proch to nie tylko fajerwerki; że proch pochłonął również setki, tysiące, może miliony istnień ludzkich. Być może tak samo jak Chiny. Piękne, świąteczne opakowanie, ukrywające zgniliznę.

Wydaje mi się, że to jednostronne (na tę “dobrą” część) spojrzenie na wszystko, jest w Chińskiej Republice Ludowej powszechne, tak jak i w innych państwach autorytarnych (tzn. mocno propagowane przez władzę ludową). Europa też zdaje się coraz częściej postrzegać Państwo Środka w ten sposób. Wszyscy mówią o sukcesie chińskiej gospodarki, zapominając chociażby o Harrym Wu czy straszliwych obozach Laogai, ale czy to rzeczywiście odpowiednie spojrzenie?!

Przypisy:

(1) cytat za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pekin_2008;
(2) źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Chiny;
(3) źródło: Rzeczpospolita, 8 sierpnia 2008, nr 185 (8086);
(4) źródło: http://www.rp.pl/artykul/12,173484_Polityczne_igrzyska_w_Pekinie.html
(5) źródło: http://www.rp.pl/artykul/12,173484_Polityczne_igrzyska_w_Pekinie.html
(6) źródło http://www.polskatimes.pl/fakty24/swiat/32213,igrzyska-zastapily-chinczykom-krwawego-mao,id,t.html

Tekst opublikowany również tutaj.

26. Lipiec 2008

“Wspieranie” Linuksa

Zaszufladkowany do: Tech-no-logic — martinez @ 9:49

…a miałem się nie denerwować głupotami, a tu proszę. Przeczytałem wczoraj następującą wiadomość:

Producent płyt głównych “wspiera” Linuksa

BIOS z płyty głównych firmy FOXCONN celowo źle działa pod Linuksem.

Jeśli przymierzacie się do kupna płyty głównej tej firmy, proponuję przeczytać najpierw podlinkowany artykuł.
Autor zdisassemblował to, co było w BIOSie i sprawdził jak działa. BIOS sprawdza jakiego systemu operacyjnego używamy.
Jeśli jest to Linux, próbuje doprowadzić do jego zawieszenia.

Więcej informacji: http://ubuntu-virginia.ub…ad.php?t=869249

źródło: OSnews.pl

Ja nie jestem w stanie ocenić na ile ta wiadomość jest prawdziwa etc., ale jeżeli takie są fakty, to jestem wstrząśnięty. Poza tym firma ta powinna za takie działanie ponieść olbrzymie konsekwencje (począwszy od finansowych).

Przy okazji nasuwa jednak proste pytanie: “dlaczego?” Jakoś nie wydaje mi się, aby FOXCONN po prostu nie lubił Linuksa. Nie jestem zwolennikiem dziwacznych spiskowych teorii, ale nie sądzę, aby firma ta działa sama, np. z czystej sympatii dla Microsoftu; bo lubi “winde” i już… Może ktoś jej w tym pomagał.

Moim zdaniem na prawdę warto przyjrzeć się sprawie bliżej. Nie przypominam sobie, aby podobne przypadki pojawiały się wcześniej, ale uświadomiłem sobie, że mogło ich być całkiem sporo. To przecież możliwe.

W każdym razie gdyby rewelacje z niusa okazały się prawdą, nie może  się obejść bez poważnych konsekwencji… I tyle.

…a jak będzie?

Powered by WordPress